Start modlitwy.html literatura.html
START
KONTAKT I DYŻURY
LITERATURA
RODZAJE ZAGROŻEŃ
SYMBOLIKA OKULTYSTYCZNA
MODLITWY
HISTORIE I ŚWIADECTWA



[Rozmiar: 14707 bajtów]




Informacje o pracy Sekretariatu Ewangelizacji oo. Franciszkanów w Krakowie
Msze Święte
Rekolekcje

Świadectwo

(dane personalne i miejsca zostały zmienione)


Od wielu lat mieszkam wraz z koleżanką Anią w Stanach Zjednoczonych. Nasze życie upływało szybko i przepełnione pracą, ale i zachwytem zachodnią kulturą i wolnością. Wolnością, która potem okazała się przyczynkiem do zniewoleń. W tym okresie zdecydowanie odeszłyśmy od Boga, stawał się coraz mniej potrzebny, a w pewnym momencie był już niewygodny. Wierzyłam bardziej wróżkom niż Bogu.
Po kilku latach nastąpiło moje nawrócenie. Byłam w Polsce. Trafiłam na Mszę świętą z modlitwą o uzdrowienie i o uwolnienie. Spotkałam ludzi, krewnych, którzy bardzo pragnęli mego nawrócenia i wiem, że bardzo mocno modlili się w tej intencji. I rzeczywiście nawrócenie nastąpiło. Nie wiem, na ile było ono podyktowane potrzebą pojednania z Bogiem, a na ile moją odpowiedzią na życzenie bliskich. Coś jednak zaczęło się przemieniać. Mijały jednak kolejne miesiące i lata. Bóg nadal nie był dla mnie tym prawdziwym Bogiem. Miałam w życiu innych bożków, które zastępowały prawdziwego Boga.
Stan ten zmienił się w ciągu kilku dni, a właściwie w ciągu kilku chwil. Nawiązałam bliską znajomość z moją koleżanką Ewą. Zaczęłyśmy się spotykać. Często przebywała w naszym domu, w którym mieszkałam wspólnie z inną koleżanką. Niekiedy zostawała u nas na noc. Odstąpiłyśmy jej jeden pokój.
Jednak zauważyłyśmy, że odkąd pojawiła się w naszym domu, zaczęły pojawiać się niepokojące zjawiska, a nasze samopoczucie i stan psychiczny w jej obecności bardzo mocno się pogarszał. Zaczęłam odczuwać nocne koszmary, tracąc kontrolę nad tym, czy są one snem, czy rzeczywistością. W domu dało się odczuć obecność jakiejś obcej i wrogiej istoty. Zaczęło nas to przerażać. Ewa pewnego razu opowiedziała nam, że wyrzekła się Jezusa i Kościoła. Nie powiedziała nic więcej, np. czy należy do jakiejś sekty.
Poprosiłam moją krewną, aby dała mi sakramentalia. Dała mi sól egzorcyzmowaną. Pod nieobecność Ewy rozsypałyśmy sól w pokoju, w którym u nas nocowała, a potem dodałyśmy odrobinę soli do kawy, którą za chwilę miała wypić po przyjściu do domu. Wtedy nastąpiły chwilę, w których zobaczyłyśmy prawdziwą okrutność i wściekłość zła. Nastąpiła okropna demonstracja. Demon zaczął wyć i krzyczeć ustami Ewy, jej oczy zaczęły zachodzić bielmem, nastąpiły ciągłe, krwawe wymioty. Uciekłam wraz z drugą koleżanką Mariolą do oddzielnych pomieszczeń, Mariola do innego pokoju, a ja do łazienki i zaczęłyśmy w ciszy i strachu modlić. Niestety i ta modlitwa przeszkadzała demonowi, bo Ewa zaczęła przeraźliwie krzyczeć, że mamy natychmiast przestać się modlić.
Zaprzestałyśmy, zaczęłyśmy szukać pomocy na zewnątrz u znajomych, którzy mieli trochę większe pojęcie w tych sprawach. Zaczęłyśmy od mojej ciotki Bożeny, od której dostałam sól egzorcyzmowaną. Polecono nam, abyśmy natychmiast zaprzestały jakichkolwiek samodzielnych modlitw w obecności Ewy. Później pojechałyśmy z koleżanką do szpitala. Tam okazało się, że jest zdrowa, tylko mocno wycieńczona. Moja ciotka pomogła nawiązać nam kontakt z kapłanem, u którego wszystkie odbyłyśmy długie i szczere spowiedzi. Koleżanka Ewa została oddana po duchową opiekę kapłana i wierzymy, że Bóg da jej siłę do całkowitego zerwania ze złem, które weszło w jej życie. Wydarzenie to całkowicie zmieniło moje życie. Zobaczyłam, do czego prowadzi bałwochwalstwo (choć nie wiem, w co jeszcze była uwikłana koleżanka).
Zobaczyłam, jak okrutny jest szatan, ale zobaczyłam przede wszystkim, jak potężny jest Bóg, jak potężną moc mają modlitwa i sakramentalia. Wydarzenie to uświadomiło mi jeszcze jedną rzecz, o której wielu nie ma pojęcia. Zrozumiałam, jak wielką moc ma błogosławieństwo, a tym przypadku błogosławieństwo rodziców. Otóż po całym wydarzeniu z Ewą, gdy nastąpiła tak silna manifestacja zła, zaczęłam odczuwać bardzo silne lęki. Bałam się pozostać sama, ciągle odczuwając obecność zła.
Za namową ciotki zadzwoniłam do mamy i powiedziałam tylko: „Mamo, o nic nie pytaj, tylko mi pobłogosław . Mama, nie wiedząc, co się stało, udzieliła mi pięknego i szczerego matczynego błogosławieństwa. Od tego momentu lęki ustały!
Wielbię Boga i dziękuję Mu za wielkie miłosierdzie wobec mnie i każdego człowieka.
Magda

Świadectwo

Kilka lat temu, kiedy moja mama poważnie chorowała na serce, udałam się z nią do sklepu ze zdrową żywnością, bo jak wiedziałam, prowadziła go kobieta, która również leczyła niekonwencjonalnymi metodami. Jedynie patrząc na moją mamę, postawiła diagnozę, zapisała jakieś „swoje” specyfiki i zioła, a także, przy okazji, powiedziała, na jaką chorobę zmarł mój dziadek. Później był kontakt jeszcze z innym uzdrowicielem, który zajmował się irydologią, a który później wprowadził mnie w REIKI. Moja mama niestety w ciągu 2 miesięcy zmarła. Ja wówczas usłyszałam jakiś wewnętrzny głos : „ty będziesz pomagać ludziom”. Nie był to wytwór wyobraźni, ale jakieś realne odczucie, które sprawiało, że zaczęłam szukać.
Udałam się właśnie do owego mężczyzny, który posługiwał irydologią, akupunkturą, akupresurą i stosował różnego rodzaju masaże. On zachęcił mnie do Reiki, pomógł mi nawiązać kontakt i przystąpiłam do I stopnia inicjacji REIKI.
Inicjację prowadził mistrz z Polski południowej (Bogdan R[eczko]). Mówił, że to metoda leczenia energią, całkowicie zgodna z religią chrześcijańską. Na potwierdzenie tego na stole, przed osobą wprowadzaną stał obraz z Panem Jezusem i zapalona świeca. Byłam katoliczką praktykującą więc było to dla mnie dość istotne. W I stopniu inicjacji brało udział około pięciu osób. Mistrz trzykrotnie wpisywał ręką pewnego rodzaju znaki w moją głowę, oczy, uszy, dłonie, serce i nogi. Wymawiał przy tym bardzo cicho niezrozumiałe słowa. Ja, płacząc z niewiadomego powodu, zamknęłam oczy i widziałam dziwną fioletową poświatę i iskry. Mistrz mówił, że nie wie, co to znaczy. Już po tej inicjacji REIKI mnie pochłonęło. Byłam tym zachwycona. Wyleczyłam dotykiem w ciągu miesiącamojego męża, udało mi się całkowicie zlikwidować u niego tłuszczaka, którego miał od lat.
Zafascynowana efektami, postanowiłam przystąpić do drugiego stopnia inicjacji REIKI. Inicjacja odbywała się już w innym mieście u tego samego pana Bogdana R. To, co mnie tam nieco zdziwiło, to słowa mistrza, że teraz już nie będzie nam potrzebny Bóg, bo będziemy samowystarczalne.
Będziemy mogły tak bardzo wiele. Niezbyt mi się to spodobało, bo jak wspominałam, byłam praktykującą katoliczką, ale chęć bycia kimś wielkim przeważyła na korzyść pozostania przy REIKI. I mimo tego obraz Pana Jezusa także stał na stole. Znowu inicjacja polegała na trzykrotnym „wpisywaniu we mnie” znaków. Tym razem jednak pokazano mi też trzy znaki, których musiałam się nauczyć i nimi miałam się posługiwać i posługiwałam się.
Potoczyło się szybko. Przybywało coraz więcej klientów, przywożono do mnie „leki” i zioła, które energetyzowałam swoimi dłońmi. Było dobrze, ale coraz ciężej. Po zrobieniu REIKI nad ludźmi bardzo źle się czułam, byłam osłabiona. Aby sobie pomóc, robiłam REIKI na sobie i pomagało. Osłabienie ustępowało, ale wtedy przychodziło przynaglenie, aby robić REIKI. Chciałam dotykać i kłaść dłonie na jak największą ilość osób. I tak nieustannie. Nawet dzieciom robiłam REIKI. Sześcioletnia córka wymiotowała po tym, ale nie zwracałam na to uwagi. Robiąc REIKI często odczuwałam lęki, które towarzyszyły mi także w codziennym życiu. Odczuwałam lęki z powodu odczucia obecności jakiejś istoty. Rodzina była mniej ważna, nieważna była praca, liczyło się tylko REIKI. Zamykałam się na świat zewnętrzny. W 2006 r. trafiłam na Mszę świętą prowadzoną przez o. Józefa Witkę w intencji uzdrowienia i uwolnienia. Tam dowiedziałam się, że moje postępowanie jest niezgodne z nauczaniem Kościoła katolickiego, z religią. Nie bardzo chciałam w to wierzyć i nie od razu zaprzestałam robienia REIKI. Nawet na początku jadąc na Msze święte robiłam nad sobą reiki. Jednak postanowiłam drążyć ten temat i rozmowy z o. Józefem Witko oraz z o. Teodorem Knapczykiem w Sekretariacie Ewangelizacji Ojców Franciszkanów-Reformatów w Krakowie spowodowały, że wyrzekłam się swej działalności.
Postanowiłam przeżyć nawrócenie. Nie przebiegło to bez problemów. Od momentu odejścia od REIKI pojawiały się dziwne sytuacje w mym życiu. I tak na przykład gdy przystępowałam do Komunii świętej i przyjmowałam Pana Jezusa, usłyszałam bardzo realne i fizyczne szepnięcie do ucha: „udław się”, a czasami inne bluźnierstwa, które pojawiały się także w trakcie modlitwy. Często słyszę teraz głos ze stekami bluźnierstw, które pojawiają się szczególnie w reakcji na imię Jezus. Dzieje się tak zwłaszcza przy indywidualnej modlitwie. Czasami ukazuje mi się wizerunek węża. Dzieje się tak w różnych miejscach, zarówno w pracy, w domu, w czasie drogi.
Są to przerażające sytuacje, jednak wiem, że przy pomocy Boga odejdą wraz ze złem, które je wytwarza. Liczę się z tym, że mogą się okazać niezbędne egzorcyzmy, ale nie przeraża mnie nic, co ma doprowadzić mnie do Boga. Jemu poświeciłam już życie swoje i swojej rodziny i wierzę mocno w Jego miłosierdzie.
Chciałabym też przestrzec wszystkich, którzy korzystają z tego typu usług, że nie mają one nic wspólnego z Jezusem, że są one przeciwne Bogu. Wiem też, że moce, energie i zdolności, którymi posługują się bioenergoterapeuci, uzdrawiacze, wróżbici i inni okultyści pochodzą nie od Boga, ale od demonów.
Urszula

Świadectwo

Byłem kiedyś świadkiem tego, jak opętany w trakcie egzorcyzmów biegał po kaplicy jak zwierzę na czterech łapach. Gdy go przytrzymywano, uzyskiwał niewyobrażalną siłę, przy czym jego przeraźliwy demoniczny ryk przeplatał się z normalnymi słowami, kierowanymi raz do prowadzącego egzorcyzm: „jak, jak to było, możesz przeczytać jeszcze raz?”, a raz do osób, które go trzymały: „no dobra, chłopaki, możecie puścić, już jest ok”. A wszystko po to, by zwieść.
Gdy czekałem z tym człowiekiem na przyjście kapłana, krzesła stojące obok zachowywały się tak jakby, ktoś na nie siadał i z nich wstawał. Wyraźnie demony były wzburzone myślą o tym, że za chwilę rozpocznie się modlitwa. Gdy tylko z nim rozmawiałem, mówiąc mu, jakie będą kolejne kroki, jak będziemy mu pomagać, demon już nie wytrzymał i wykorzystując usta mężczyzny, w przeraźliwy sposób wrzasnął mi w twarz: „odczep się od niego”.
Wówczas poprosiłem w głośnej modlitwie Matkę Bożą, by przyszła do nas i nas ochroniła. To najwyraźniej było przekroczeniem granicy wytrzymałości złego ducha, bo rozwrzeszczał się: „czego chcesz od Niej, zostaw Ją w spokoju” i do tego znowu okrutny ryk i wrzask. Gdy zacząłem odmawiać modlitwę Pod Twoją Obronę, wyzywał, a potem zwracał się do mnie nawet po imieniu, mówiąc: „Grzegorz, masz w tej chwili przestać, mówię ci, przestań”, a potem znów wyzywał i wrzeszczał. Kiedy przestał, razem z opętanym mogliśmy odmówić modlitwę, oczekując na kapłana.

Świadectwo

Karolina (takie nadajmy jej imię) z Wrocławia, gdy miała 27 lat, straciła chłopaka w tragicznych okolicznościach. Byli parą od 4 lat, mieszkali ze sobą od roku, a ślub planowali za niecały rok. Pewnego dnia Rafał wyjechał w podróż służbową. Wyjazdy te były częste, więc Karolina już przywykła do jego nieobecności. Spędzała te dni z koleżankami. Więcej wtedy pracowała. Była zatrudniona w biurze rachunkowym, więc mogła zostawać dłużej w pracy i dzięki temu nieźle zarobić.
Mieli dużo pieniędzy, wspaniałe mieszkanie, wielkie perspektywy. Brakowało w ich związku tylko jednego i aż jednego. Nie było tam miejsca dla Boga. Nie myśleli o tym, bo i po co. Wszystko układało się jak najlepiej. Jak Karolina sama powiedziała, uznawali, że religia jest dla nieudaczników i ciemnych umysłów. Oczywiście w kościele bywali przy większych uroczystościach rodzinnych, takich jak czyjś ślub, chrzest, czy z okazji świąt, gdy mama bardzo nalegała. Ale wiary i potrzeby wiary w nich nie było. Dzień wyjazdu Rafała zostanie w jej pamięci na zawsze. Było około piątej po południu, gdy zadzwonił telefon. Nie był to telefon od Rafała, wyświetlił się nieznany jej numer. Zamarła, gdy usłyszała w słuchawce głos szefa Rafała. Już wiedziała, że coś jest nie tak, bo jeszcze nigdy do niej nie dzwonił. Rozmowa była krótka i okrutna. Usłyszała: „Rafał miał wypadek, samochód wpadł do rzeki. Niestety, jak do tej pory nie znaleziono ciała”. Padło jeszcze kilka słów zapewniających o współczuciu i obietnica pomocy materialnej. Ale Karolina już nie słuchała. W jednej chwili zrozumiała, że to, co było do tej pory, prysło.
Minęło kilkanaście dni, a ciała nadal nie odnaleziono. Karolina żyła jak w letargu. Siedziała przy oknie z telefonem w ręce. Czekała na wiadomość od Rafała. W wyciągniętym z wody samochodzie nie odnaleziono jego telefonu. Więc się łudziła. Policja nie zostawiała jej złudzeń. Jednak ona nie była w stanie uwierzyć w to, że Rafał już jej nie przytuli i nie szepnie jak zwykle „Karola, już jest ok., zostaw to. Już po wszystkim”. Ale Rafał się nie zjawiał, nie pocieszał. Mijały kolejne dni. Już tylko leki psychotropowe utrzymywały ją w znośnym stanie. Jednak zaczynała tracić powoli kontakt z rzeczywistością. Unikała rodziny i znajomych. Liczył się wyłącznie Rafał i myśl o tym, co się z nim stało. I wówczas pojawiła się natarczywa myśl, że przecież są ludzie, którzy podobno potrafią wywoływać duchy zmarłych. Jeśli Rafał nie żyje, to mógłby zostać przywołany. I tak Karolina, osoba niby nowoczesna, nie ulegająca jakimś religijnym przekonaniom o istnieniu Boga i tym samym świata duchowego, idzie do kobiety, która zajmuje się spirytyzmem. Seans odbył się bez jakichś nadzwyczajnych wydarzeń. Kobieta będąca medium posługiwała się wahadełkiem zawieszonym na łańcuszku. Najpierw przywoływała ducha, a następnie tak jakby umawiała się z nim, jak ma odpowiadać na zadawane pytania: wskazywała mu, jak ma on poruszać wahadełkiem, gdy odpowiedź jest na „tak”, a jak, gdy na „nie”. W pewnym momencie wahadło rzeczywiście zaczęło się poruszać i to bardzo intensywnie. Padały pytania i odpowiedzi. Pytania mogły być zadawane tylko przez medium, dlatego Karolina przygotowała je wcześniej na kartce. Wspomina ona jeden fakt, który ją mocno poruszył. Otóż na koniec seansu kobieta zwróciła się do ducha z dodatkowym pytaniem, czy chce jej jeszcze coś przekazać. Po czym zamknęła oczy, położyła ręce na stole i tak trwała przez kilka minut. I wtedy właśnie Karoliną wstrząsnął dreszcz, po tym jak po jej ręce, od dłoni aż do ramienia, bardzo powoli przesunęło się przenikliwe zimno. Wspomina, że miała wrażenie, że to dłoń, tylko zamarznięta. Jak mówi, było to odrażające odczucie. I choć mogła pomyśleć, że to duch Rafała, to przerażenie i odraza, którą to zjawisko wywołało, całkowicie ją zniechęciło do dalszych seansów.
Jednak to spotkanie jeszcze się nie zakończyło. Pytania, które zadawała kobieta na podstawie tych spisanych przez Karolinę, nie wniosły nic wielkiego do sprawy, oprócz tego, że duch powiedział, że Rafał nie żyje, że jest mu dobrze, że ją widzi itd. Jednak najważniejszym w całej sprawie okazało się pytanie, które kobieta-medium zadała duchowi na końcu. Wówczas, jak powiedziała spirytystka, w głowie usłyszała taki oto przekaz dla Karoliny: „Jest w twoim otoczeniu mężczyzna, żonaty bez dzieci, on ze mną pracował. Ja będę przez niego działał, w nim będziesz mogła mnie dostrzegać. Musisz go zdobyć dla siebie i wtedy będziemy razem”. Po tych słowach Karolina niemal oszalała ze szczęścia. Kobieta natychmiast powiedziała, że za dodatkową opłatą może spowodować, że ten mężczyzna odejdzie od żony i zwiąże się z Karoliną. I Karolina bez najmniejszego wahania poprosiła o tę usługę. Kobieta, która była spirytystką, a teraz okazała się także czarownicą, zażądała od Karoliny współpracy. Współpraca ta była już najwyraźniej czarną magią. Polecenia Karolina dostała następujące: po pierwsze musiała zdobyć konsekrowaną hostię. Czarownica wytłumaczyła, że to po to, by ją podać Rafałowi podczas kolejnego z nim spotkania, bo – jak wyjaśniła – hostia taka ma silną energię i jest duchowi potrzebna. Karolina jako praktycznie niewierząca i niepraktykująca uwierzyła w to, a nawet jej to specjalnie nie interesowało. W rzeczywistości hostia była zapewne potrzebna do profanacji, bo dzięki takim rytuałom okultyści zyskują przychylność demonów. Karolinę jednak interesował teraz tylko Rafał, kontakt z nim i zdobycie tego wskazanego mężczyzny o imieniu Sebastian. Czarownica dała jej jakiś amulet i kazała go nosić zawsze na szyi. Powiedziała, że każde jego zdjęcie z szyi spowoduje przerwanie rytuału i wszystko będzie musiało zostać przeprowadzone od początku. Nastraszyła Karolinę też w ten sposób, że jeśli rytuał zostanie przerwany, to duch odejdzie i być może nie uda się go przywołać ponownie. Tymi słowami niemal związała ze sobą Karolinę. Rytuał pozyskania Sebastiana trwał pół roku. W tym czasie Karolina wykonywała tak wiele poleceń czarownicy, że nie miała czasu na żałobę po Rafale. Kilka razy dostawała nowe amulety do noszenia, ale także na polecenie czarownicy podrzucała obcym sobie ludziom różne dziwne przedmioty, które wcześniej były poddawane czarom. Podrzucała je do ogrodów, samochodów, do firm. Jak mówi, nie myślała, po co to robi. Była w jakimś totalnym amoku. Dostała na kartce specjalną formułę, którą miała codziennie odczytywać niemal jak modlitwę. Było to przyzywanie mitycznych bóstw, ale też i demonów, zwłaszcza tych, których imiona znajdują się na pentagramie. Otrzymała też od czarownicy karty tarota z tym jednak zastrzeżeniem, że nie wolno jej samej ich układać, bo – jak powiedziała – może zostać nawiedzona. Mogła rozkładać karty tylko w jeden sposób, który został jej wskazany. I nie był to rozkład wszystkich kart, a jedynie siedmiu. Ten rozkład miał spowodować właśnie przychylność tych wzywanych bóstw i demonów. Na koniec poleciła, jej aby dostarczyła zdjęcie ofiary, czyli Sebastiana, oraz swoją krew menstruacyjną. Po czym, po odpowiednim rytuale, krew ta została Karolinie zwrócona i z nią było związane ostatnie zadanie: podanie tej krwi do spożycia Sebastianowi razem z jakimś napojem czy pokarmem, ale nie później niż w ciągu 7 dni.
Zadanie Karolina wykonała perfekcyjnie. Po prostu zaprosiła Sebastiana do siebie pod pretekstem wyjaśnienia pewnych spraw związanych z pracą Rafała, bo przecież Sebastian z nim pracował. Zrobiła kawę, dodała krwi i tyle. Dostała wyraźne polecenie, że nie może dopuścić do zbliżenia z Sebastianem wcześniej niż za trzy dni, bo dopiero wtedy duch Rafała będzie mógł działać. I cóż się stało potem? Sebastian sam zadzwonił i się wprosił. Nie musiała nic robić. Wszystko potoczyło się bardzo szybko. Już nie była sama. Sebastian odwiedzał ją niemal codziennie. Czasem na kilka godzin, czasem na całą noc, a nieraz na pół godziny. Czuła się szczęśliwa. Była z Sebastianem, a myślała wyłącznie o Rafale. Po około trzech miesiącach o Rafale już zapomniała. Seks był tak intensywny, że już nie myślała o byłym chłopaku.
Jak teraz wspomina, przestała być dla Sebastiana człowiekiem. Traktował ją jak niewolnicę. Musiała zawsze być na jego zawołanie. Zażądał, by rzuciła pracę. Gdy na początku nie chciała tego zrobić, zjawiał się u niej w biurze i robił awantury. Zrezygnowała i zwolniła się. Zaszła w ciążę, jednak szybko poroniła. Płakała po stracie dziecka, ale on tego nie zauważał. Domagał się tylko uległości. Po 2 latach postanowiła zerwać ten związek. Wymieniła zamki. Wróciła do pracy. Jednak Sebastian nie dawał za wygraną. Nachodził ją w domu i w pracy. I choć było to coraz rzadsze, to zauważyła, że ona sama jest od niego uzależniona. Po tygodniu jego nieobecności sama dzwoniła, aby ją odwiedził. Odwiedziny takie trwały kilka godzin i kończyły się płaczem Karoliny, bo traktowana była jak przedmiot. Mijał tydzień lub dwa i ona znowu dzwoniła. Jej stan psychiczny tak mocno się pogorszył, że niemal codziennie pojawiały się myśli samobójcze.
Jednak najgorsze było to, co się wydarzyło pewnej nocy. Przebudził ją koszmarny sen, w którym dziwna postać, której nie potrafiła opisać, a jedynie powiedzieć, że była przerażająca, brutalnie ją gwałciła. Po przebudzeniu odczuwała przenikliwe zimno, odór i potworny ból podbrzusza. Nie mogła się ruszać ani krzyczeć przez co najmniej kilka minut. Potem, gdy już mogła wstać, biegła do łazienki i tam zostawała do rana, ciągle wymiotując. I tak odtąd było niemal każdej nocy. Karolina przestała normalnie funkcjonować. Coraz ciężej było jej wykonywać swe obowiązki w pracy. Sebastian pojawiał się nadal, ale już bardzo rzadko. I wtedy już zaczęła szukać pomocy. Zaczęła od miejsc, które znała najlepiej. Poszła więc do znanego w okolicy uzdrowiciela, bioenergoterapeuty. Ten po kilku przyłożeniach dłoni do jej głowy i ramion, odsunął się i powiedział, że to, co ją gnębi, jest bardzo mocne i on sam nie da rady. Jeśli będzie chciała, skontaktuje ją z kobietą, która może sobie z tym poradzić. Okazało się, że miał na myśli tę samą kobietę, która wprowadziła Karolinę w okrutny świat okultyzmu. Dziewczyna przeraziła się. Jak potem opowiadała, myślała już tylko o tym, jak ze sobą skończyć, ale panicznie bała się śmierci. Zaczęła więc pić alkohol. Najpierw wino, drinki, a potem już tylko czystą wódkę. Pomagało jej to na chwilę zapomnieć o problemie. Ale koszmarne sny pojawiały się nadal. Była cieniem człowieka. Natrafiła pewnego razu w Internecie na wywiad z włoskim egzorcystą. Przeczytała tam o rzeczach, które były właśnie jej udziałem. Nie zastanawiała się długo. Już nie myślała o tym, że to tylko religia, że to tylko złudzenie dla słabych, jak sama wcześniej uważała. Jak mówi, doznała jakiegoś olśnienia. Nabrała wewnętrznej pewności, że właśnie w Kościele może znaleźć pomoc. Przeszukując strony internetowe, natrafiła na informację o Mszach św. odprawianych w intencji uzdrowienia i uwolnienia. Pomyślała więc, że pójdzie i zobaczy, a kto wie, może to będzie w stanie pomóc.
Poszła. Mszę odprawiał o. Józef Witko. Dziwnie się czuła, ale to nie dlatego, że nie chodziła do kościoła i jakakolwiek modlitwa była jej całkiem obca. Nie modliła się na tej Mszy. Stała, słuchała i trzęsła się. Nie wie, co to było, ale jej ciało cały czas przeszywał dreszcz, tak silny, że aż nią potrząsało. Zadziwiało ją, że ludzie obok nie zwracali na to uwagi. Każdy z nich był pogrążony w modlitwie, w słuchaniu konferencji. Jak wspomina, właśnie to wiara tych ludzi, tak zasłuchanych, spowodowała, że zrozumiała, iż to ma sens. Do Komunii św. oczywiście nie przystąpiła, za to na końcu miała nastąpić jakaś modlitwa wstawiennicza, a potem błogosławieństwo indywidualne nad każdym z nałożeniem rąk. Nie miała zielonego pojęcia, o co tu chodzi, ale bardzo na to czekała. Teraz, wspominając, wie, że wtedy traktowała tę modlitwę jak odczarowanie tego, co zaczarowała czarownica. Jej w tym momencie potrzebna była magia przeciwko poprzednim czarom. Tak to wówczas rozumiała. Teraz wie, że tylko wiara i tylko silna wiara może pomóc jej się uwolnić od zła.
Po Mszy kapłan modlił się przed wystawionym Najświętszym Sakramentem. Karolina opowiada, że doznała niesamowitego bólu oczu. Nie mogła patrzeć na ten biały kawałek chleba. Kapłan modlił się językami. Myślała, że to jakiś obcy, wschodni język. Nie rozumiała, po co to robi, ale pamięta, że w czasie tej dziwnej modlitwy zrobiło jej się niedobrze, myślała, że zacznie wymiotować. Wówczas niemal wybiegła z kościoła. Objawy natychmiast ustąpiły. Zrozumiała, że to jednak musi mieć związek z modlitwą. Weszła do kościoła ponownie, bo czekała na tę modlitwę z nałożeniem rąk. Liczyła, że to może zakończyć jej problem. Nie udało się jednak. Gdy weszła do kościoła, kapłan już modlił się indywidualnie nad każdym. Pomyślała, że podejdzie na końcu, bo było tam ogromnie dużo ludzi. A teraz, skoro ławki opustoszały, gdyż ludzie wyszli do modlitwy, to ona usiądzie i zaczeka na końcówkę błogosławieństwa i wtedy spokojnie i bez ścisku podejdzie. Przeliczyła się jednak. Gdy w kościele pozostała już niewielka grupa ludzi, Karolina postanowiła wstać i podejść do błogosławieństwa. Wówczas jednak stało się to, co działo się niemal każdej nocy po koszmarnym śnie. Nagle jej ciało zesztywniało, pojawił się przenikliwy chłód, a na dodatek jej głowa została w niezrozumiały sposób wciśnięta pomiędzy kolana. Chciała krzyczeć, ale jej zęby zacisnęły się, a wargi zostały jakby wypchnięte do przodu. Wydawała jedynie jakieś ciche piski, niesłyszalne dla resztki ludzi, którzy pozostali jeszcze w kościele. W takiej pozycji pozostała około 10 minut. Gdy ustąpiło, kapłana już nie było w kościele. Wyszła na zewnątrz. Był tam jeszcze mężczyzna, który na małym stoliku miał ułożone kilkanaście książek katolickich. Gdy podeszła bliżej, przeraziła się. Jak mówi, na jednej z okładek zobaczyła coś, co było odrażające, ale tak bardzo podobne do tej postaci która ją dręczyła nocami. Była to postać z okładki książki Okultyzm. Nie odważyła się wziąć jej do ręki, tylko zapytała, co to takiego i dlaczego tutaj to sprzedają. Dopiero mężczyzna, który sprzedawał, objaśnił jej, że to książka, która mówi o tym, jakie niebezpieczeństwa niesie okultyzm i magia. Z uczuciem wielkiego obrzydzenia kupiła tę książkę.
Ta noc po powrocie do domu była niemal całkowicie bezsenna, ale tym razem nie z powodu koszmarnego snu, lecz lektury książki. Pochłonęła ją w całości do godziny piątej nad ranem. Jak mówi, zrozumiała to wszystko, co wydarzyło się w jej życiu od chwili wejścia do gabinetu spirytystki. Uświadomiła sobie, jak bardzo dała się zwieść złu, jak perfidnie jej nieszczęście i brak wiedzy zostały wykorzystane przez czarownicę i demony.
Potem wszystko potoczyło się już bardzo szybko. Zaczęła szukać kontaktu. Zadzwoniła na dyżur w Sekretariacie Ewangelizacji. Po tygodniu była już gotowa do spowiedzi generalnej. Przyjęcie Jezusa w Eucharystii spowodowało zakończenie koszmarnych snów. Zaczęła regularnie uczęszczać na Msze św, z modlitwą o uwolnienie. Pojawiają się jeszcze lęki, ale już teraz Karolina żyje radością, bo odnalazła prawdziwą miłość. Jezusa. Czasami jest bardzo ciężko i wtedy dzwoni. Prosi o zwykłą rozmowę, a czasami o wspólną modlitwę, bo jest jej trudno samej modlić się na różańcu. Zło jednak jej już nie przeraża, bo zrozumiała jego taktykę, ale przede wszystkim zrozumiała to, iż będąc w stanie łaski uświęcającej w łączności z Jezusem, jest dla złego ducha bardzo trudno dostępna. Jej przewodnikiem stało się słowo Boże, które czyta codziennie, odkąd jej to zaproponowałem.

Świadectwo

Szanowny Panie Grzegorzu,

mam na imię Kinga. Pochodzę z Pomorza. Niedawno przeczytałam pana książkę Okultyzm. Chciałabym Panu opisać, co się ze mną stało i jakie mam do dzisiaj problemy związane z okultyzmem.
Wszystko zaczęło się kiedy miałam 17 lat (obecnie mam 27). Z ciekawości chodziłam systematycznie do wróżki, która wróżyła z kart zwykłych. Z koleżankami przychodziłyśmy do niej często, bo mieszkała blisko i nie brała za to dużo pieniędzy. Po tych spotkaniach byłyśmy bardzo przejęte i zadowolone, pełne optymizmu. Mnie za każdym razem mówiła to samo i parę rzeczy się sprawdziło, ale po kilku latach, kiedy do niej ponownie przyszłam, nastąpiła totalna zmiana. Karty nie powiedziały prawdy, tylko namieszały mi w głowie i doprowadziły mnie do depresji. Doświadczyłam wtedy bardzo przykrej sytuacji związanej z moim przyjacielem i wielu innych problemów osobistych. W tamtym samym czasie podczas studiów w Toruniu pewna Cyganka zaczepiła mnie na ulicy i chciała mi powróżyć. Naiwnie się zgodziłam, bo byłam tak załamana, zniewolona i przygnębiona swoim życiem i tym, co powiedziała mi tamta poprzednia wróżka, że było mi wszystko obojętne.
Ta Cyganka powiedziała mi też parę rzeczy o przeszłości i przyszłości, które miały miejsce naprawdę, a do tego odprawiła jakąś praktykę czy rytuał magiczny. Zapytała, czy wierzę w Boga i czy chcę mieć szczęście we wszystkim. A ja, choć wierzyłam w Boga, zgodziłam się. Zaczęła mówić jakieś słowa, jakby modlitwę. Potem kazała mi powtarzać. Musiałam jej dać lewą rękę, a ona mówiła jakieś zaklęcie w obcym języku. Następnie po tym miałam splunąć na ziemię i dać jej jeden swój włos. Powiedziała: „zobaczymy, czy jeszcze do mnie przyjdziesz”. Oczywiście miałam jej za to zapłacić i nikomu nic nie mówić. Potem w mojej lewej ręce chodziły takie ciarki, jakby ukłucia czy iskry, a czasem ból. Po pewnym czasie odczuwałam również kłucie w sercu, ucisk w gardle, zawroty głowy, bóle brzucha, cały czas przyśpieszone bicie serca i w dzień i w nocy, nawet bez powodu, brak apetytu, problemy z trawieniem. Doświadczałam okropnej rozpaczy, lęków przed ludźmi i problemów seksualnych. Nie mogłam zapanować nad swoim pożądaniem i myślami. Popełniłam z tego powodu trochę błędów z mężczyznami i bardzo tego żałowałam. Miałam myśli samobójcze. Żadne leki nie pomagały. Korzystałam z leczenia ziołami tybetańskimi i akupunkturą, ale to nic nie pomogło. Zaczynałam wierzyć, że tylko Bóg może mnie wyleczyć i wiele razy modliłam się do Boga, ale nadal też lubiłam okultyzm. Ja nawet wtedy nie wiedziałam, że te wróżby to zło. Byłam tym mocno zniewolona i nie umiałam żyć bez korzystania z okultyzmu i magii.
Będąc w Belgii w sklepie ezoterycznym, kiedy jeszcze byłam zafascynowana magią, pozwoliłam jakiejś kobiecie, żeby namalowała mojego ducha-przewodnika. Potem powiedziała mi parę rzeczy o tym duchu i kazała medytować nad jego wizerunkiem i nosić go przy sobie. Kilka razy medytowałam tak podczas uprawiania jogi; nie nosiłam go przy sobie, ale wisiał na ścianie w moim mieszkaniu. W ten sposób utrzymywałam z nim kontakt.
Pewnego razu wyjechałam do Włoch, gdzie kupiłam wiele pamiątek oraz amulet: oko Horusa. Czasami nosiłam go na szyi. Rok temu stanęłam przy oknie i w myślach o coś zapytałam, a po chwili weszłam jakby w trans i zaczęłam się kręcić. Kiedy zadałam jakieś pytanie, moje ciało odpowiadało ruchem jak wahadełko (do przodu – „tak”, na boki – „nie” lub w kółko – „nie wie”.) Ale te odpowiedzi zazwyczaj nie były prawdziwe. Potem jeszcze parę razy kontaktowałam się z wróżkami przez sms, żeby znaleźć rozwiązanie moich problemów. Moje udręki się zmniejszyły, odkąd zaczęłam chodzić na Msze św. z modlitwą o uzdrowienie i o uwolnienie prowadzone przez ojca Witko. Jestem Bogu bardzo wdzięczna, że mogłam uczestniczyć w tych Mszach we Włocławku. Byłam na razie na trzech Mszach. Zaczęłam stosować wodę, sól i olej egzorcyzmowany. Kupiłam książki religijne proponowane przez ojca Witko dla siebie i rodziny, bardzo dużo się modliłam, byłam u spowiedzi.
Na mszy w grudniu ojciec Witko powiedział, że jest tu osoba, która od 10 lat walczy z duchem pożądania i Pan Bóg jej teraz dotyka. Najpierw myślałam, że to nie o mnie chodzi, ale kiedy w domu zaczęłam liczyć te lata zła, to pomyślałam, że jednak mogło chodzić o mnie. Pamiętam, że wtedy na Mszy św. bardzo kręciło mi się w głowie i bolał mnie kręgosłup.
Okazało się jednak, że rzeczywiście od tamtego dnia moje problemy z pożądaniem zniknęły. Mam jeszcze problemy z gwałtownym biciem serca. Wierzę, że Bóg mi pomaga, bo coraz lepiej się czuję i nie jestem taka znerwicowana jak kiedyś. Chodzę systematycznie do kościoła, modlę się coraz więcej, czuję się radośniej, kiedy przyjmuję Komunię św.
Po przeczytaniu Pana książki zniszczyłam wszystkie rzeczy, które były złem. Książki o jodze, wróżbach, magii. rysunek ducha złego, amulety. Polałam to olejem i solą egzorcyzmowaną, odmówiłam litanię do Najdroższej Krwi Chrystusa oraz modlitwy o błogosławieństwo domu z książki ojca Witko, spaliłam to i zakopałam daleko od domu. W mieszkaniu użyłam soli i oleju egzorcyzmowanego i zmówiłam modlitwy o błogosławieństwo w każdym pokoju.
Wierzę, że Bóg mnie uleczy i uwolni od zła. Codziennie czuję, jakby ktoś dotykał mojej głowy, czoła i pleców. Jeszcze często bije mi szybko i gwałtownie serce, ale czuję się spokojniejsza i radośniejsza. W nocy mam wrażenie, jakby ktoś położył mi coś na plecach i czasem to boli, a ręce mi drętwieją po przebudzeniu, tak jakby coś w nie weszło, a potem to przechodzi.
Chciałabym dać świadectwo, by ostrzec wszystkie osoby zainteresowane okultyzmem i tak nieświadome zagrożeń jak ja kiedyś.

Z poważaniem, Kinga